Głowa rodziny podczas pobytu w Czechach strasznie chciała poznać tajniki tego języka. Starał się nie pominąć żadnej okazji, aby coś podłapać. Gadał jak najęty, nie dawał dojść nikomu do słowa. W restauracjach tylko on miał prawo złożyć zamówienie, również tylko on w sklepie czarował ekspedientki... ale do czasu gdy poszedł do sklepu z nabiałem i rzekł do potężnej sprzedawczyni wyposażonej w broń ręczną – wielką i brudną ścierę i rzekł w te słowa: - Prosim ser.. Skończyło się na słowotoku sprzedawczyni zupełnie nie zrozumiałym dla petenta i machaniu ścierą przed jego nosem. („prosim ser” w wolnym tłumaczeniu znaczy "proszę sraj" - tryb rozk. od "srat")
Ta strona używa COOKIES. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Szczegóły w regulaminie. OK, zamknij