Opowieść autentyczna: Na feriach w miłym pensjonacie postanowiliśmy zrobić sobie konkurs różnych piosneczek ludowych i nie tylko. Z lekka porażona herbatą z prądem postanowiłam i ja zaśpiewać. zanim siłą zabrali mi mikrofon zdążyłam 3 razy na ludowo polecieć. Brawom nie było końca ale na drugi dzień spotykam gospodarza domu i ten mówi do mnie: - Ślicny głos macie, słychać wos było wsędzię. Ja z pąsem na twarzy i z myślą dziką może stanąć w szranki "Szansy na sukces" mówię: - Dziękuję bardzo. Na co milusiński baca mówi: - Aż nom się pies z łańcucha urwoł i jesce nie wrócił, tak mu się podobało.
Ta strona używa COOKIES. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Szczegóły w regulaminie. OK, zamknij